Domy w standardzie pasywnym to takie, których zużycie energii jest bliskie zeru. Okresowo mogą nawet wytwarzać więcej energii, niż potrzebują ich mieszkańcy. Można powiedzieć, że stają się wtedy domami aktywnymi.

Aby budynek można było nazwać pasywnym, już na etapie projektowania trzeba uwzględnić wiele czynników. Przede wszystkim musi on powstać z materiałów, które zapobiegają utracie ciepła. Musi mieć prostą bryłę, o jak najmniejszej liczbie załamań. Największe przeszklenia powinny znajdować się od południa. Konieczne jest także zamontowanie wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła (rekuperacja). Projekt musi nawet ograniczyć występowanie mostków cieplnych, czyli miejsc, przez które ciepło ucieka.

Dorota M. Zielińska: Skąd w ogóle taki pomysł, żeby zamieszkać w domu zbudowanym zgodnie ze standardem pasywnym?
Przemysław Romaniuk: Narodził się na targach Budma w Poznaniu. Spędziliśmy wtedy cały dzień, słuchając ekspertów od budownictwa pasywnego i rozmawiając z wykonawcami oraz z projektantami. Kluczem do wyboru projektu były jak najniższe koszty eksploatacji i wysoki komfort użytkowania. Szybko okazało się, że czynniki sprzyjające standardowi pasywnemu – prosta bryła, minimalizm – idą w parze z naszymi preferencjami estetycznymi. Prace nad powstaniem domu o powierzchni 205m2 trwały kilka lat, w trakcie których utwierdzaliśmy się, że tego właśnie chcemy. Wprowadziliśmy się do niego 4-osobową rodziną w sierpniu 2016 roku.

Najbardziej cenimy sobie czyste powietrze wewnątrz, które zapewniają filtry rekuperatora.

Fotowoltaika, pompa ciepła i rekuperacja (wentylacja z odzyskiem ciepła)  jednocześnie?
Rekuperacja, czyli wentylacja mechaniczna, jest niezbędna w domu o standardzie pasywnym. Zwykła wentylacja grawitacyjna, bazująca na nieszczelnościach w okolicach drzwi czy okien, po prostu się tu nie sprawdzi. Po roku użytkowania najbardziej cenimy sobie czyste powietrze wewnątrz – zapewniają je filtry rekuperatora. Nie mamy też żadnych problemów z wilgocią, które czasem sygnalizują sąsiedzi.

fot. pasywnym2.pl

Najprostsza i najmniej ingerująca w życie mieszkańców wydała nam się energia fotowoltaiczna. Ponadto panele słoneczne to źródło energii o niskich kosztach eksploatacji. Dobraliśmy działkę tak, żeby połać dachu skierowana była na południe; dach jest bez załamań, bez kominów, z pochyłem 40 stopni; w odległości kilkunastu metrów nie ma wysokich drzew. To wszystko maksymalizuje uzysk energii ze słońca.

Za ogrzewanie, chłodzenie, ciepłą wodę i prąd płacimy niecałe 500 złotych rocznie.

Wiedząc, że będziemy produkować prąd z paneli wyeliminowaliśmy inne instalacje. Zrezygnowaliśmy z przyłącza gazowego i z kominka, co obniżyło koszty budowy, a jednocześnie spowodowało, że pompa ciepła (grzejąco/chłodząca) stała się praktycznie jedynym sensownym wyborem jako instalacja centralnego ogrzewania. Ponieważ dom spełnia standardy pasywne i do jego ogrzania nie trzeba wiele energii, to stosunkowo niewielka (6kW) pompa typu powietrze-powietrze doskonale spełnia swoje zadanie. Tym samym uniknęliśmy konieczności zakupu droższej, z gruntową wymianą ciepła.

Czy dom pasywny jest dużo droższy od standardowego?
Nasz jest z pewnością tańszy w eksploatacji. Za ogrzewanie, chłodzenie, ciepłą wodę i prąd płacimy niecałe 500 złotych rocznie. Myślę, że to jest fundamentalna różnica. Co do budowy, to porównanie nie jest proste. Na pewno droższe są instalacje – pompa ciepła i rekuperacja. Ale np. rekuperacja ma wg mnie sporą przewagę nad instalacją grawitacyjną, więc dopłacam za konkretne korzyści. Duże przeszklenia dające zimą ciepło wymagają np. rolet, które nie są konieczne w standardowym domu. Ale odwiedzając latem znajomych, którzy nie mają rolet i instalują sobie klimatyzację, również nie czuję, żeby rolety były ekstra wydatkiem.

Dom w standardzie pasywnym wymaga na pewno bardzo dokładnego opracowania. Zazwyczaj na etapie projektu architektonicznego nie planuje się miejsca na każde gniazdko, na przebieg i krzyżowanie się każdej instalacji, nie rozważa się połączeń, rysując detale eliminujące tzw. mostki ciepła. To na pewno kosztuje więcej, wymaga zaangażowania doświadczonego projektanta, a idealnie jest, jeżeli weźmie on odpowiedzialność za wykonawstwo, jak było w naszym przypadku.

Droższa jest też ekipa wykonawcza, bo wymaga się od niej wysokiej jakości prac. Test szczelności domu obnaży wszystkie wady etapu wykończenia. Nasz dom jest posadowiony na ocieplonej płycie fundamentowej. W płycie też jest ogrzewanie.To droższe rozwiązanie od klasycznych ław fundamentowych, ale cieplejsze i bezpieczniejsze (np. w miejscach o ryzyku podejścia wód gruntowych).

Planowanie wszystkich elementów już na etapie pustej działki ułatwiały wizualizacje 3D.

Co jest tańsze? Czas realizacji. Dom jest montowany z gotowych elementów; ich montaż trwał kilka dni; po trzech miesiącach skończone były instalacje, a po dwóch kolejnych weszły ekipy wykończeniowe. Krótszy czas realizacji przekłada się na niższe koszty. Prosty budynek (brak wykuszy, balkonów, kominów etc.) również jest tańszy.

 

fot. pasywnym2.pl

Co było największym zaskoczeniem?
Chyba konieczność wizualizacji wnętrza i podjęcia wiele decyzji dotyczących etapu wykończeniowego już na etapie pustej działki. Jak wspominałem, projekt domu musiał dokładnie określić przebieg wszystkich instalacji, ich krzyżowanie się, mostki termiczne etc. Planowanie tych wszystkich elementów ułatwiały wizualizacje 3D oraz próby wyobrażenia sobie życia codziennego: Wstaję rano, jaką trasę pokonuję, co chcę mieć na swojej drodze etc.; Robię pranie, skąd biorę rzeczy do prania, co z nimi robię później; Co w domu wydawać będzie dźwięki, jak je ograniczyć etc.; Co chcę widzieć w domu, a co za oknem, kiedy będę leżał na kanapie; Gdzie chcę pracować przy komputerze, jak sobie to miejsce wyobrażam. Zresztą takie wizualizacje polecam każdemu, niezależnie od typu budowanego domu. U nas po prostu trzeba było to zrobić.

Na jakim etapie zwrócić się do wykonawcy?
W naszym przypadku projektant (Pasywny m2) wziął odpowiedzialność za wykonawstwo i jest to wg mnie model idealny. Samych budowlańców poznaliśmy dwa lata przed rozpoczęciem budowy. Dla mnie kluczowe było, żeby ekipa miała doświadczenie w budownictwie pasywnym, a ta miała już na koncie kilka realizacji tego typu, w Polsce i w Niemczech. Domy te już wówczas były zamieszkałe, skorzystaliśmy więcz z możliwości ich obejrzenia i rozmowy z właścicielami. Niestety, jeżeli przyjmie się kryterium o którym piszę, to szybko okaże się, że z setek firm oferujących usługi budownictwa energooszczędnego w Polsce, tylko kilka może pochwalić się skończonymi kilka lat temu realizacjami, które przeszły stosowne certyfikacje. Wybór jest więc wciąż dość ograniczony.

Często słyszę, że w Polsce warunki nasłonecznienia nie są najlepsze dla fotowoltaiki.
Dach z założenia został zaprojektowany z myślą pokrycia go panelami. Później zacząłem studiować literaturę dotyczącą fotowoltaiki (polecam przystępną nawet dla laików książkę Instalacje fotowoltaiczne Bogdana Szymańskiego). Okazało się, że panele na całej powierzchni dachu powinny pokryć roczne potrzeby energetyczne z lekką nadwyżką. Następnie szukałem wykonawcy i znów sporo się natrudziłem, bo firm jest bardzo dużo, ale żadna nie wzbudzała mojego zaufania. Miałem dużo szczęścia, że trafiłem na Bison Energy (nie wiem, czy jest miejsce w tym artykule, żeby chwalić konkretnych wykonawców, ale naprawdę poziom doradztwa, responsywności, dbałości o wykonanie i podejścia do klienta był tu nieprzeciętnie wysoki). Wykonawca dobrał moc i rodzaj instalacji.

fot. Bison Energy

Od połowy sierpnia 2016 do połowy sierpnia 2017 panele wyprodukowały o 5% mocy więcej niż zakładano. Produkcja ze słońca przekroczyła zapotrzebowanie domu o ok. 1300kWh. Bilans jest więc pozytywny. Należy podkreślić, że tamta zima była jedną z mroźniejszych w ostatnich latach, oraz że dom zużywa więcej energii w pierwszym roku eksploatacji (kwestia m.in. odparowania wilgoci z tynków czy dostosowania ustawień pompy ciepła do specyfiki użytkowników).

Obecne przepisy w Polsce zabierają prosumentom 20% wyprodukowanej energii.

Jesteśmy więc bardzo zadowoleni. Co prawda, nasze założenie było takie, że nadwyżki  energii stworzą tzw. fundusz remontowy domu i nie tylko nie będzie on generował bieżących kosztów, ale wypracuje też finansowanie na przyszłość. Niestety, obecne przepisy w Polsce zabierają prosumentom 20% wyprodukowanej energii, a resztę bilansują z energią pobraną i to tylko w zakresie kosztów zmiennych. Oznacza to, że ponosimy wszystkie koszty stałe zawarte w rachunku za prąd oraz wciąż niewielką część kosztów zmiennych. Dlatego, mimo że więcej energii produkujemy niż zużywamy, to wciąż ponosimy koszty, ale niewielkie – niecałe 500 zł rocznie. Są to najprawdopodobniej najmniej korzystne przepisy w Europie, więc patrząc z tej perspektywy, może już być tylko lepiej 😉

Co zrobiłby pan inaczej?
Myślę, że warto zwrócić uwagę na rynek paneli słonecznych, bo ceny spadają szybko. Trzeba się zastanowić, czy opłaca się brać dotację (z narzuconym często wykonawcą i materiałami), czy też poszukać samemu. Nie wiem, czy ma sens stawanie się prosumentem, w sytuacji, gdy wykorzystuje się prąd tylko do oświetlenia i sprzętu AGD/RTV. Przy obecnym niskim zapotrzebowaniu na moc żarówek, urządzeń AGD czy RTV, może to być po prostu nieopłacalne. W naszym przypadku prąd zużyty do ogrzania/schłodzenia domu, ogrzania wody, kuchni elektrycznej i piekarnika oraz wentylacji mechanicznej stanowi ponad 90% całkowitego zużycia i dla nas taka inwestycja jest ekonomicznie uzasadniona.

Radziłbym też rozważenie inwestycji w akumulatory gromadzące energię na czas przerw w dostawie prądu. Problem ten, nieznany praktycznie w Niemczech, gdzie takie zabezpieczenie stosuje się tylko w sytuacjach ekstremalnych (respiratory), w Polsce niestety istnieje. Ceny akumulatorów ostatnio także spadają, są one coraz mniejsze i z wyglądu mniej groźne z perspektywy domowników, więc na pewno warto się nad tym zastanowić.

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

 


Koncepcję budownictwa w standardzie pasywnym opracował i certyfikację prowadzi Passivhause Institut w Darmstadt. Aby otrzymać certyfikat trzeba spełnić cztery główne współczynniki:
– zapotrzebowanie na energię do ogrzewania nie może przekraczać 15 kWh/m2;
– zapotrzebowanie na energię pierwotną – Ep < 120 kWh/(m2rok);
– przegrzewanie się budynku latem – poniżej 10%.



REO POLECA

📻 Wiatraki: moja praca, moja pasja

Artykuł REO NA HALLOWEEN: Dom, w którym nie straszy. Wręcz przeciwnie – jak żyć z nadmiarem energii pochodzi z serwisu REO.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here