• W branży OZE rozpoczął się gorący okres – ruszyła seria aukcji dla najważniejszych technologii odnawialnych.
  • To może być długo oczekiwany i mocny impuls do rozwoju energetyki odnawialnej, a jednocześnie przegląd kondycji branży.
  • Na początek będzie dobrze, jak aukcje dla wiatru na lądzie i fotowoltaiki pójdą zgodnie z przewidywaniami.


Mianem aukcji określa się sposób rozdzielenia publicznego wsparcia dla źródeł odnawialnych. W praktyce wygląda to tak, że rząd decyduje, ile i jakich źródeł potrzebuje, określa z grubsza, ile jest im w stanie dopłacić i robi konkurs na te pieniądze, czyli właśnie aukcję.

W aukcji określona jest maksymalna cena, a wygrywają ci, którzy przystąpią z najniższymi ofertami. Nagrodą jest gwarancja odkupu prądu po zgłoszonej cenie przez 15 lat.

Z potwierdzeniem wygrania aukcji w ręku inwestor, o ile ma wszystko dobrze policzone, może iść do banku po pieniądze na budowę np. farmy wiatrowej, biogazowni, czy elektrowni słonecznej. Oczywiście w warunkach aukcji jest określonych wiele szczegółów, typu termin rozpoczęcia produkcji, ale w uproszczeniu wygląda to właśnie tak.

Dlaczego właśnie aukcje?

Po pierwsze, jest to powszechny w energetyce system minimalizujący koszty wsparcia. Wygrywają najtańsi, którzy oczekują najmniej. I to nie tylko w przypadku OZE. Oferty w rynku mocy też zostaną wyłonione w aukcjach. A po drugie jest to system dystrybucji pomocy publicznej, do którego zastrzeżeń nie ma Komisja Europejska.

Dla przypomnienia: funkcjonujące dziś w krajach UE systemy wsparcia (OZE, kogeneracji, biogazowni) oparte na prawach majątkowych – w Polsce to certyfikaty różnego koloru (zielone, żółte, fioletowe, niebieskie) – uznane zostały za sprzeczne z prawem wspólnotowym i mają być stopniowo wygaszane. Na rzecz aukcji właśnie. Ponieważ z punktu widzenia europejskich regulacji aukcja osiąga zamierzone cele – czyli rozwój OZE – przy minimalnej możliwej ingerencji w rynek.

W Polsce aukcje nie są nowością

Było ich nieco w roku 2016 i w 2017, przeznaczonych dla fotowoltaiki, wiatru, biogazowni i małych elektrowni wodnych. Rozdzielono wówczas niemal 2 mld zł wsparcia. Ale ich skala była niewielka w porównaniu do tego, co zaczęło się teraz. Aukcja z 5 listopada dla wiatraków na lądzie opiewa niemal na 16 mld zł i powinna zaskutkować budową nowych elektrowni o mocy rzędu 1000 MW. Potencjał możliwych do szybkiego zbudowania farm jest kilkukrotnie wyższy, stąd być może będą i kolejne tak duże aukcje. Następna w kolejce jest aukcja dla fotowoltaiki, która powinna dać ok. 700 MW.

Jeżeli wszystko się uda, będą to silne impulsy dla POWSTAWANIa nowych źródeł energii odnawialnej w Polsce.

Co prawda rząd musiał stanąć pod ścianą – przed realną oraz potencjalnie niezwykle kosztowną groźbą niezrealizowania celu OZE wyznaczonego do 2020 roku – żeby na coś takiego się zdecydować, ale liczy się efekt.

Atmosfera przed najważniejszymi aukcjami była nieco nerwowa z powodu fiaska poprzednich, z października, do których nie zgłoszono żadnych ofert. Prezes URE grzmiał nawet, że to dowód, jak niskie jest zaufanie inwestorów do państwa. I pewnie coś w tym jest. Ale z drugiej strony, analizując dokładniej sprawę, można dojść do wniosku, że są i inne powody.

Otóż, nieudane aukcje były skierowane do trzech, dość specyficznych gałęzi OZE.

1 Po pierwsze chodziło o wytwarzanie energii w oparciu o biogaz ze składowisk odpadów, oczyszczalni ścieków i z innych źródeł, ale nie z biogazowni rolniczych (te dostały wsparcie w aukcji z 2016 roku). Można ubolewać nad faktem, że nie wykorzystujemy tych źródeł biogazu, ale budowa takich instalacji to dość skomplikowana sprawa. Nie należy przeceniać faktu, że nikt na razie się nie zgłosił.

2 Drugi obszar to spalanie śmieci i biomasy. Nie dziwi brak ofert spalarni odpadów – świat zmierza w kierunku recyclingu i wkrótce spalanie okaże się zwykłym marnotrawstwem surowców wtórnych, z których można chociażby wyprodukować energię. Należy się też cieszyć, że nikt nie wpadł na pomysł, by zgłosić instalację do współspalania biomasy z węglem, bałamutnie zwaną źródłem OZE. Zwłaszcza że Unia wkrótce zakaże tych praktyk.

3 Ostatnia unieważniona aukcja dotyczyła małych elektrowni wodnych (MEW), źródeł na biopłyny, wykorzystujących energię geotermalną i morskie elektrownie wiatrow (offshore). MEW miały już aukcje w poprzednich latach, widocznie chwilowo ich potencjał został wykorzystany, a budowa nowych to skomplikowana sprawa. Geotermalne źródła prądu są na Islandii, w Polsce geotermia jest raczej źródłem ciepła. Biopłyny to wysoce specjalizowana technologia, natomiast offshore to pieśń przyszłości.

W sumie szkoda, że sporo potencjalnych zasobów nie zostanie na razie wykorzystanych, ale specjalnego zdziwienia nie ma. Na początek będzie dobrze, jak aukcje dla wiatru na lądzie i fotowoltaiki pójdą zgodnie z przewidywaniami.



REO POLECA

REO ENERGIA: Jak państwo – czytaj partyjniactwo – niszczyło producentów zielonej energii

Artykuł REO CZYSTA ENERGIA: Rząd dyktuje reguły gry. Aukcje OZE wychodzą marnie. Czy to się zmieni? pochodzi z serwisu REO.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here