• Ciemna cisza to sytuacja, gdy generacja ze słońca i wiatru nie wystarcza na pokrycie zapotrzebowania.
  • Czy jesteśmy gotowi dostosować zużycie prądu do poziomu produkcji?
  • A jeżeli spowoduje to znaczne obniżenie rachunku?


Podstawą działania każdego systemu elektroenergetycznego (system EE) jest równowaga produkcji i zużycia energii. Oznacza to, że w każdym momencie ilość energii wprowadzanej do systemu musi być równa ilości energii zużywanej. Nie możemy wepchnąć do systemu więcej energii, niż wynosi zużycie w tej konkretnej chwili. Nie możemy też pozwolić sobie na przerwy w dostawach.

Obecny system działa na zasadzie swobody konsumpcji i elastyczności produkcji.

Oznacza to, że odbiorcy korzystają z energii jak chcą i kiedy chcą (w granicach mocy zamówionej), natomiast elektrownie dostosowują produkcję do zapotrzebowania (steruje tym operator systemu EE – Polskie Sieci Elektroenergetyczne).

Energetycy używają tu pojęcia elastyczności – strona popytowa (konsumpcja) jest nieelastyczna, czyli nie dostosowuje się do wielkości produkcji. Elastyczna natomiast jest strona podażowa (wytwarzanie), dostosowując swoją moc do potrzeb. Dopasowanie do siebie produkcji i zużycia nazywamy bilansowaniem (ściślej – bilansowaniem technicznym, dla odróżnienia od tzw. bilansowania handlowego, będącego operacją finansową na rynku energii).

W poprzednim artykule doszedłem do konkluzji, że w nowym systemie EE, w którym podstawą wytwarzania są OZE (fotowoltaika i elektrownie wiatrowe), utrzymanie obecnego modelu bilansowania jest niezasadne. Zarówno utrzymywanie 100% rezerwy konwencjonalnej jak i wielkoskalowe magazynowanie energii oznaczają ogromne koszty. Import energii również nie załatwia sprawy – Europa jest geograficznie zbyt mała, by prawdziwe było stwierdzenie, że zawsze gdzieś wieje lub świeci słońce. Z kolei import spoza Europy oznacza ogromne koszty.

Aby z jednej strony w pełni wykorzystać wytwarzaną energię w sytuacji jej nadmiaru, a z drugiej – uniknąć wysokich kosztów zasilania ze źródeł rezerwowych w czasie ciemnej ciszy jedynym racjonalnym rozwiązaniem wydaje się uelastycznienie strony popytowej. Czyli, mówiąc prościej, częściowe dostosowanie konsumpcji do zmiennego poziomu wytwarzania energii.

Czy będziemy siedzieć przy świeczkach?

Nie wpadajmy w przesadę. W czasie ciemnej ciszy nie będziemy przecież siedzieć przy świeczkach. Zatem sformułujmy problem tak: czy i na ile możliwe jest dostosowanie się odbiorców do zmiennej generacji, bez obniżenia komfortu życia, w sposób uzasadniony ekonomicznie.

CIEMNA CISZA TO SYTUACJA, GDY GENERACJA ZE SŁOŃCA I Z WIATRU NIE WYSTARCZA NA POKRYCIE ZAPOTRZEBOWANIA.

Gdyby udało się ograniczyć zużycie energii elektrycznej w czasie ciemnej ciszy do – powiedzmy – 20% normalnego zużycia, to zapewnienie koniecznej rezerwy byłoby dużo łatwiejsze i tańsze. To ograniczenie zużycia powetowalibyśmy sobie w czasie korzystnej dla wytwarzania pogody, zużywając wtedy więcej energii niż zwykle.

Jednak czy taka zmiana sposobu korzystania z energii spotka się z akceptacją konsumentów? Czy nie pogorszy naszego komfortu życia? i wreszcie, czy w ogóle jest możliwa i racjonalna od strony technicznej?

Bodziec ekonomiczny

Co skłoniłoby zwykłego konsumenta do zmiany zachowania z korzystam z energii elektrycznej w sposób dowolny na ograniczam zużycie energii w czasie ciemnej ciszy i w pełni wykorzystuję energię poza nim? Oczywiście pieniądze. Jesteśmy skłonni do działań, które dają nam wymierne korzyści finansowe (i nie ograniczają naszego komfortu życia).

Podobnie w biznesie – przedsiębiorca chętnie podejmie takie działania, które przyniosą mu realne korzyści finansowe.

Jako pewnik można przyjąć, że w systemie EE zdominowanym przez źródła odnawialne cena energii będzie ulegać dużym wahaniom. W czasie korzystnych warunków energii będzie nadmiar i będzie ona bardzo tania. Z kolei w czasie ciemnej ciszy – droga. Prędzej czy później znajdzie to odzwierciedlenie w taryfach – zostaną wprowadzone tzw. taryfy dynamiczne. Odbiorca nie będzie płacił za energię według stałej, uśrednionej ceny, lecz zgodnie z faktyczną ceną energii w chwili jej zużycia. Da to impuls do poszukiwania oszczędności.

Lecz czy tak naprawdę konsument (przynajmniej odbiorca indywidualny) potrzebuje energii non stop? Nie, konsument potrzebuje nie energii, lecz tzw. usług energetycznych. Światło ma się świecić, lodówka ma chłodzić, ogrzewanie ma zapewnić komfort cieplny itd.

Nie można jednak wszystkich odbiorców wrzucać do jednego worka. Sytuacja inaczej wygląda w sektorze komunalnym i gospodarstw domowych, inaczej w przemyśle, jeszcze inaczej w rolnictwie czy w transporcie. Dlatego w kolejnych artykułach przyjrzę się każdemu z tych sektorów oddzielnie.



REO POLECA

Marcin Popkiewicz: Nowy Zielony Ład

Artykuł REO CZYSTA ENERGIA: Czy będziemy znowu siedzieć przy świeczkach? pochodzi z serwisu REO.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here